Turcja razem a Azerbejdżanem i Turkmenistanem chcą ściśle współpracować w zakresie wydobycia i dystrybucji gazu. Nowe gazowe "trójprzymierze" może oznaczać zmiany na „gazowej” mapie także w Europie.

 

Współpraca w dziedzinie gospodarki :błękitnym paliwem” była jednym z tematów niedawnej  wizyty w Turcji prezydenta Turkmenistanu Gurbanguly Berdimuhamedowa. Po spotkaniu z prezydentem Turcji Recepem Erdoganem pojawiła się enigmatyczny komunikat, jednak współpraca tych trzech krajów zaczyna nabierać realnych kształtów.

Od pewnego czasu obserwowane jest zbliżenie pomiędzy Baku, Ankarą i Aszchabadem. Te trzy stolice łączy przede wszystkim możliwość ścisłej współpracy w sferze gazowej. Turkmenistan i Azerbejdżan dysponują ogromnymi złożami gazu ziemnego, Turcja natomiast jest naturalnym krajem tranzytowym, dla surowca z obu tych azjatyckich krajów. Istotą ewentualnej współpracy jest eksport gazu z Azerbejdżanu i Turkmenistanu do Europy przez terytorium Turcji. Oczywiście potrzebna jest infrastruktura, ale pierwsze projektu już są realizowane. Rezygnacja z dostaw z Rosji oznacza być może nieco dłuższą drogę niż przez terytorium największego państwa na świecie, ale ma ogromne zalety. Największą jest fakt, że gaz w całości będzie omijał terytorium Federacji Rosyjskiej. To istotne zwłaszcza dla Turkmenistanu. W przeszłości kraj ten musiał sprzedawać gaz za pośrednictwem Rosji. Za 1000 m3 surowca otrzymywał tylko 60-70 dolarów, czyli 4-5 krotnie mniej niż później zarabiała Rosja. Współpraca jest także bardzo istotna dla Turcji. Państwo to co prawda nie będzie eksportowało gazu, ale dzięki współpracy z Baku i Aszchabadem, Ankara wzmocni swoja pozycję. Poprzez Turcję gaz do UE chce słać także Rosja. W tym celu ma powstać gazociąg „turecki potok”. Alternatywne źródła dostaw oznaczają, że Turcja będzie bezpieczna gazowo. Moskwa nie będzie mogła z Ankara robić tego co usiłuje zrobić z Kijowem.